Rowerem na dach świata

+1
2018-01-05

Od dziecka uwielbiam jeździć na rowerze, odpręża mnie to i pomaga w ucieczce od cywilizacji, bo nie będę ukrywał, że lubię sobie od niej robić kilkugodzinne przerwy. Kilka dni temu trafiłem na ciekawą wzmiankę o rowerowym projekcie, który za moment przybliżę wam wszystkim. Oczywiście w roli głównej znów wystąpi Polak, bo jak zwykłem powtarzać: nie ma kozaka ponad Polaka.

Miasteczko Leh w Indiach leży u podnóża Himalajów (jakieś 3500 metrów nad poziomem morza). Nieopodal górskiego miasteczka znajduje się przełęcz Khardung La – jedna z najwyżej położonych, przejezdnych przełęczy na świecie. Oba wspomniane miejsca dzieli około 40-kilometrowa droga i blisko 1800 metrów przewyższenia.

W 2012 roku Christoph Kluge, austriacki maratończyk, wymyślił sobie, że pokona tę drogę na rowerze. Jak wymyślił, tak zrobił, pokonując trasę w trzy godziny. Trzeba tylko wiedzieć, że na tej wysokości w powietrzu jest około 50 % mniej tlenu niż na wszystkich kolarskich trasach, którymi zwykł poruszać się statystyczny europejczyk, co oznacza, że każdy ruch kosztuje dwa razy więcej energii, niż w „normalnych” warunkach. Na dodatek na tej górskiej trasie nie da się uzupełnić tlenu kilkoma głębokimi wdechami, tętno osiąga kosmiczne wartości, a z nóg odpływa cała moc!

Kilka lat po wyczynie Kluge pomysł podchwycili ludzie odpowiedzialni za projekt „We Love Cycling”. Do udziału zaprosili czworo śmiałków: Valentíego Sanjuana z Hiszpanii, biegacza ekstremalnego, który ukończył 10 Iron-Manów w ciągu 10 dni, Szwedkę Evę Lindskog, na której koncie zapisano ponad 1800 rekordów QOM, czyli najszybciej pokonanych przez kobietę wzniesień, Włocha Andreę Schillirò, ekscentrycznego miłośnika długich rowerowych wypraw oraz Bartosza Huzarskiego , dawniej kolarza, obecnie szkoleniowca i popularyzatora kolarstwa.

Bartosz Huzarski bardzo rzeczowo przygotowywał się do walki z himalajską trasą. Sypiał w namiocie hipoksyjnym, imitującym warunki niedotlenienia, przeprowadzał treningi z obniżoną zawartością tlenu oraz opracował i wprowadzał w życie specjalne treningi wydolnościowe w Górach Sowich. Pomimo tak ostrych przygotowań, Polak będąc w Lah nadal potrzebował kilku dni aklimatyzacji, ażeby przyzwyczaić organizm do panujących tam warunków. Przede wszystkim braku tlenu, kaprysów pogody oraz różnic temperatur – od ponad 25 stopni na dole, do padającego śniegu na szczycie.

Droga na przełęcz Khardung La przypomina koszmar każdego niedzielnego wędrowca – na początku asfaltowa, przed szczytem zamienia w wąską, szutrową ścieżkę. Oczywiście bez żadnych zabezpieczeń w postaci lin, barierek czy łańcuchów. A to wszystko w warunkach, w których organizm odmawia posłuszeństwa, a każdy błąd może skończyć się nie tyle kontuzją, co nawet śmiercią!

Jak zapewne się domyślacie wyścig wygrał Bartosz Huzarski, bijąc rekord Christopha Kluge o niemal 30 minut (2:36:16). Film podsumowujący ten event możecie obejrzeć poniżej. 

 

Fot. facebook.com/BartoszHuzarskiOfficial

Sprawdź inne moje wpisy Czy Kubica ma szanse na powrót?